Samowola w Wesołej, czyli właściciel kontra urząd

Dodano przez Bartłomiej Kuleszewicz w Inwestycje, Wieści z ratusza, Komunikacja

Adam Białas, właściciel nieruchomości w warszawskiej Wesołej uważa, że władze dzielnicy naruszyły jego prawo własności. Naiwnie myślał, że prawo własności w Polsce jest rzeczą świętą…

Pan Adam Białas jest właścicielem nieruchomości przy ulicy Wspólnej w warszawskiej dzielnicy Wesoła. Dysponuje księgą wieczystą, aktem notarialnym, wypisem z rejestru gruntów i mapą geodezyjną nieruchomości. W lutym w jego domu pojawił się urzędnik, prosząc o wydanie zgody na wymianę słupów trakcji elektrycznej i oświetleniowej. Pan Adam po zapewnieniach, iż z wymianą trakcji nie wiąże się rozbudowa pobliskiej zatoki przystankowej, a jego własność zostaje nienaruszona, zgodził się.

Zatoka przystankowa wzdłuż posesji
Jednak w marcu, chcąc się upewnić czy urzędnik nie kłamał, zażądał przesłania projektu uwzględniającego teren jego posesji. Dokument ten otrzymał w dniu, który był ostatnim możliwym na wniesienie skargi.
- Oniemiałem. Zatoka przystankowa narysowana była wzdłuż całej mojej posesji, nie mogłem swobodnie wjeżdzać ani wyjeżdzać z domu, konieczne okazało się wycięcie siedmiu prawnie chronionych drzew i usunięcie ogrodzenia. A wszystko to zaplanowano na należącej do mnie posesji - mówi zbulwersowany właściciel.

Urząd w Wesołej nie chciał zmienić swojej decyzji, podtrzymał ją też Urząd Wojewódzki. Do pana Adama nikt się nie pokwapił, aby ustalić fakty czy też otrzymać stosowną dokumentację.

Podczas urlopu właściciela zostało wyburzone ogrodzenie, wykopano też fundamenty okalające posiadłość. Następnie zabrano się do wycinania drzew. Zgodę na ich wycięcie urząd w Wesołej przedstawił dopiero póżniej i to z datą już po przeprowadzeniu akcji.

Poszkodowany, który przerwał wakacje i wrócił do Warszawy, zawiadomił policję i prokuraturę, ochronę środowiska oraz straż miejską. Straty oszacowano na ponad 10 tys.zł.

  • Nic dziwnego - mówi pan Adam. - Ta sama i nstytucja wnioskuje i rozpatruje wnioski, wydaje sobie zgody jak i kiedy chce- dodaje. W oficjalnych decyzjach dotyczących budowy pisano, ze drzew nie ma (!), potem zapewniano ustnie, że nie są chronione. Okazało się, że są. Gospodarz twierdzi, że urząd celowo zataił ten fakt, a wojewoda nie chciał go zweryfikować przy wydawaniu zezwolenia na budowę.

Bezradność wobec urzędników
- Przez cały ten czas wydałem fortunę na prawników. Naiwnie myślałem, że własność jest święta. Prawo własności w Polsce to fikcja - tłumaczy wzburzony właściciel - Powiadomiłem chyba wszystkie instytucje, które powołane są do przeciwdziałania takim sytuacjom i… nic. Poza wykopaniem rowu wzdłuż działki, który przez kilka dni uniemożliwiał mi nawet wyjście z domu. Zdesperowany dzwoniłem do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który poinformował mnie, że w takiej sytuacji państwo powinno zagwarantować mi pełna ochronę i nietykalność mojej własności. Zastanawiałem się, czy płakać, czy się śmiać? Chyba to pierwsze, drugie zarezerwowane jest dla tutejszych urzędników.

artykuł pochodzi z
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/samowola_w_wesolej_czyli_wlasciciel_kontra_urzad_3093.html
tam również mozna zobaczyc zdjęcia opisywane w artykule

Bartłomiej Kuleszewicz