Ochotnicza Straż Pożarna w Starej Miłośnie

Dodano przez Bartłomiej Kuleszewicz w Informator

Historia Ochotniczej Straży Pożarnej w Starej Miłośnie, u jej początków zwanej Ochotniczą Strażą Ogniową jest długa i zawiła. W jej losach, jak w lustrze odbijały się losy całego naszego kraju. Założona w 1916 przez dyrektora miejscowej cegielni, Romana Mosdorfa, początkowo jako straż przyfabryczna, szybko zaczęła służyć całej okolicy. Przez nią też była wspomagana, zarówno w ochotników służących z poświęceniem jak i wszelkiego rodzaju świadczeniami. Ze strzępów dokumentów i wspomnień ludzi w różnych okresach z nią związanych spróbujemy odtworzyć jej dzieje.

Pierwszym znaczącym momentem był listopad 1918, kiedy to nasi strażacy, pod wodzą założyciela i komendanta zarazem - Romana Mosdorfa, rozbroili i odstawili do Warszawy niemiecki garnizon, stacjonujący według wspomnień pani Janiny Kołaczkowskiej (córki Romana Mosdorfa) “w domu kwiaciarza Hopera”. Wiele przemawia za tym, że w owych dniach zamętu utrzymywali oni również porządek w okolicy, tak jak czyniła to większość jednostek Straży Ogniowych Królestwa Polskiego.

Następnym komendantem drużyny ogniowej w Miłośnie był administracyjny pracownik cegielni - Józef Kołaczkowski, późniejszy zięć Romana Mosdorfa. Widać zasługi jego były niemałe, bo po jednym z większych, ugaszonych, pożarów został zaproszony do Józefa Piłsudskiego. Dalej sprawa się komplikuje, bowiem według jednej wersji następnym komendantem był Wiktor Berkan, według zaś innej ogrodnik Adam Ćwikła sprawujący ten urząd do 1939 roku. W tym to czasie straż z przyfabrycznej zmieniła się w publiczną z remizą na terenach dzisiejszej “Legii”. Poza podstawowym sprzętem i przepisowym umundurowaniem posiadała ona dwa konne beczkowozy. Widomym zaś wyrazem działalności miłośnieńskiej straży, w okresie międzywojennym jest posiadany przez nas, reprodukowany tu, dokument z 1927 roku, a będący świadectwem ukończenia w Warszawie kursu pożarniczego przez mieszkańca Starej Miłosny - Bohdana Wojciechowskiego.

Podczas działań wojennych 1939 roku, straż pożarna miała pełne ręce roboty, a gdy nastały czarne lata okupacji hitlerowskiej otrzymała ona komisarycznego komendanta, którym był ponoć niejaki Ozdobiński. Pod tym “patronatem” działała przez cały okres okupacji. A że działała wiemy na pewno, są bowiem na to dowody, jednym z nich, nader istotnym jest posiadana przez nas “Legitymacja Strażacka” Juliana Markowskiego wystawiona w roku 1943, w Warszawie, przez okupacyjne władze niemieckie. Wynika z niej, że był on w tym czasie członkiem Ochotniczej Straży Pożarnej w Starej Miłośnie. Postać Juliana Markowskiego, zresztą to kawał historii staromiłośnieńskiej straży. Jak wynika z powojennych protokółów, wstąpił do niej w roku 1935, w wieku 33 lat, a jeszcze w roku 1965 figurował jako jej wice prezes. W międzyczasie przez wiele lat pełnił funkcję, która w zależności od trendów politycznych, raz nosiła nazwę prezesa, a raz komendanta, znacząc właściwie to samo.

Jak już wspomniano remiza strażacka znajdowała się na terenie dzisiejszej “Legii”, aż do roku 1947, kiedy to decyzją Zarządu OSP w Starej Miłośnie, podjętą 16 marca, postanowiono sprzedać ją wraz z placem Ministerstwu Komunikacji, za 700.00 zł (było tego 4966,55 m2 powierzchni). Odpowiedzialnymi za transakcję uczyniono: Jana Nowaka, Aleksandra Wasia, Wiktora Berkana, Ferdydanda Podgórzaka i Stanisława Zychorę…

…Ale zanim się to stało remiza owa, poza czysto użytkowo-strażacką, pełniła wiele różnorakich funkcji, stanowiąc ośrodek kultury dla okolicy. W okresie międzywojennym, a później w latach 1945-1946 odbywały się tam przedstawienia zarówno amatorskich kółek teatralnych, jak i profesjonalnych teatrów. A nawet przez pewien okres spełniała ona zupełnie wyjątkową rolę, bowiem z braku spalonego w czasie działań wojennych kościoła, ks. Stanisław Olszewski odprawiał w niej nabożeństwa.

Po sprzedaży starej remizy rozpoczęto prace związane z budową nowej siedziby. Ściągnięto materiały budowlane a także 20 maja 1947 roku “dokonano oględzin placu przyznanego pod budowę baraku oraz uzgodniono ceny robót z majstrami: ciesielskim Antonim Hanką, majstrem murarskim Ciecierskim Józefem”. Jak się dowiadujemy do budowy służył również materiał rozbiórkowy ze zburzonych sąsiednich domów. Problemów było mnóstwo, chociażby taki jak dowóz materiałów na teren budowy, w jednym z protokołów czytamy: “wobec nie wyznaczenia podwodów przez sołtysa postanowiono do zwożenia materiałów konie i furmanki wypożyczać”. W celu uzyskania dodatkowych funduszy na budowę i urządzenie nowej siedziby odbywały się imprezy artystyczne oraz kwesty uliczne. Uczestniczyło w nich społecznie wiele osób ze Starej Miłosny, a zwłaszcza kobiety, również żony strażaków. W trudnych czasach lat czterdziestych i pięćdziesiątych nie brakowało wydarzeń, które z perspektywy czasu brzmią wręcz humorystycznie, jak na przykład to, że dnia 15.XII.1949 r. Zarząd “w celu uczczenia siedemdziesiątej rocznicy urodzin Generalissimusa Józefa Stalina” postanowił, między innymi, “doprowadzić sprzęt strażacki do stanu używalności”, to samo zresztą dotyczyło umundurowania, jak i budowy remizy. Zaś w 1957 roku ukazał się rozkaz Komendanta OSP w Starej Miłośnie o takiej treści: “W celu zlikwidowania opilstwa wśród członków OSP na posiedzeniu Komendy w dniu 27 stycznia 1957 roku uchwalono i powołano Sąd Koleżeński w składzie: ob. Potabski Kazimierz, Nowak Stanisław, Suchocki Stanisław. Sąd koleżeński ma prawo nakładać karę pieniężną w wysokości od 50 zł do 150 zł na członków OSP w Starej Miłośnie, którzy zrobią awanturę w stanie pijanym w miejscach publicznych, tj. na zabawie, w kinie, w gospodzie, na ulicy itp. Pieniądze zostaną przekazane do skarbnika i użyte na cele gospodarcze”. I jeszcze jedna ciekawostka tym razem z 1954 roku, otóż na jednym z zebrań stwierdzono, że: “Ob. Goździk za dużo zajmuje się swoimi gołębiami, a za mało opieką nad mieniem i pracą z tym związaną, skąd też wniosek o usunięcie gołębi z terenu należącego do OSP”. Nie oznacza to oczywiście, że naszą straż i jej działalność należy traktować z przymrużeniem oka, jej znaczenia dla środowiska nie można nie doceniać. Poza bardzo aktywną działalnością podstawową, a więc ratowaniem mienia i życia mieszkańców. Poza organizowaniem ćwiczeń i zawodów międzyjednostkowych, kontrolami p/poż. i instruktarzem prowadzonym w społeczeństwie. A ponadto poza udziałem członków w wielu pożarniczych kursach dokształcających spełniała ona jeszcze bardzo istotną rolę kulturotwórczą w miejscowym środowisku. Przy straży istniało kółko teatralne, oraz chór. Urządzona została sala kinowo-widowiskowa, w której odbywały się seanse kina objazdowego (istniała w okresie powojennym taka instytucja), przedstawienia teatrów zawodowych, jak również przedstawienia teatrów lalkowych dla dzieci.

Po stratach wojennych stopniowo przybywało sprzętu, by wreszcie w roku 1949 dorobić się pierwszej motopompy, a w roku 1950 pierwszego “samochodu strażackiego” marki Mercedes-Benz; oczywiście używanego, którego eksploatację rozpoczęto od kapitalnego remontu. A łatwo z tym wtedy nie było, wystarczy zacytować notatkę z 17.VII.1951, brzmiącą tak:… “po trzech miesiącach starań kupiono dwie opony różnych wielkości”… Do kuriozalnych należy zarządzenie z 16.IV.1955 roku, z którego dowiadujemy się, że: “Głowy wszystkich rodzin zamieszkałych w Starej Miłośnie mają obowiązek być członkami popierającymi i ustalono następujące wysokości składek: wpisowe dla wszystkich jednorazowo zł. 100.-, składka miesięczna dla właścicieli nieruchomości, sklepów i przedsiębiorstw zł 100,- dla lokatorów zł. 50. Od składek zwolnione będą przez Zarząd Straży tylko te rodziny, których członkowie są czynnymi strażakami pod warunkiem brania regularnego udziału w zbiórkach i ćwiczeniach. Lista mieszkańców zobowiązanych do opłacania składek zostanie opracowana przez Zarząd Straży i przedstawiona w Zarządzie Gminy z wnioskiem przymusowego ściągania łącznie z podatkiem gruntowym, czy lokalowym” I tak pomiędzy działalnością statutową, organizowaniem rozrywki i “zagospodarowywaniem czasu” w postaci “czynów społecznych z okazji” i akademii “na cześć” upływał czas nie najłatwiejszych lat czterdziestych i pięćdziesiątych.

autor: Barbara Buczek-Płachtowa (czasopismo EKO U-Nas)

Bartłomiej Kuleszewicz